Artemis III

Cóż, lądowniki nie mają szans być gotowe na czas, czekanie ze startem Artemis III tylko komplikuje problem wolnego tempa startów SLS. Więc mamy nową misję – Artemis III użyje najdroższej, księżycowej rakiety na wysłanie czterech astronautów na niską orbitę ziemi. Bo jest szansa że albo SpaceX albo Blue Origin (albo obie firmy) dadzą radę wysłać na LEO prototyp swojego lądownika. I Orion będzie mógł sobie do czegoś przycumować.

Oczywiście ten plan zakłada że któraś z firm dostarczy lądownik z systemami podtrzymywania życia i funkcjonującym systemem cumowania na LEO do przyszłego roku. A jednocześnie nakłada to dodatkowe wymagania na taki lądownik – musi on być w stanie bezpiecznie zdeorbitować się po misji, to szczególnie ważne w przypadku Starship. Do tej pory nie było takiego wymagania, choć SpaceX planował wysłanie Starship na orbitę wokoło słońca żeby nie przeszkadzał. Lądownik Blue Origin jest mniejszy ale też pewnie za duży żeby ryzykować niekontrolowaną deorbitację.

Można założyć że NASA będzie chciała „play it safe” i jednym z powodów dla których wybierze test na LEO jest to by te lądowniki były pobawione kriogenicznych paliw i utleniaczy (w granicach tego co jest możliwe) – to po to by przypadkiem nie wybuchły w czasie testów. W przypadku BO to pewnie nie jest problemem bo o ile się nie mylę to firma planowała użycie tradycyjnego systemu korzystającego z hydrazyny do manewrowania, natomiast wodór miał być użyty do głównego silnika. To tworzy pewne problemy (ryzyko zanieczyszczenia hydrazyną po wylądowaniu) ale w próżni ewentualne zanieczyszczenia szybko wyparują.

Gorzej ze SpaceX – też nie wiemy na 100% co firma planuje ale plotki chodziły o silniczkach manewrowych zasilanych metanem. Co miało by sens, bo w końcu na Marsie hydrazyny nie będzie jak wyprodukować, ryzyko zanieczyszczenia po lądowaniu na planecie z atmosferą jest spore, a o zasadzie Muska ze „najlepszym podsystemem jest brak podsystemu” nie wspomnę. Jak mamy na pokładzie metan i tlen to czemu nie użyć go do manewrowania. Tyle że w czasie tego testu wymaganiem NASA może być właśnie brak metanu i tlenu na pokładzie – dla bezpieczeństwa.

Cóż, to nadal wszytko gdybanie. Jak nie patrzeć to SpaceX jest teoretycznie znacznie bliższy dostarczenia czegoś co NASA mogła by przetestować za rok – wystarczy zainstalować załogowego Dragona w dziobie Starship, usunąć płytki, dołożyć system manewrowy z silniczków Draco (co jak SpaceX pokazał w ostatnim locie bezzałogowego Dragona jest relatywnie proste), namalować amerykańską flagę i już mamy coś z czym Orion może sobie cumować.

W przypadku Blue Origin droga jest znacznie dłuższa. Lądownik Mk1 jest właśnie testowany w komorze próżniowej ale to wersja bezzałogowa. Firma nie ma jakichś większych doświadczeń z systemami podtrzymywania życia. Może to czas na odkupienie Starlinera od Boeinga?

Marek Cyzio Opublikowane przez: