Tym razem w końcu jakaś pozytywna informacja na temat tego co BO buduje. Firma ma w różnych stadiach produkcji trzy lądowniki MK2 i pięć MK1.
A w międzyczasie SpaceX buduje makietę kabiny księżycowego Starship. Makietę. Nad prawdziwa kabiną i systemami podtrzymywania życia nawet jeszcze nie pracują.
Jak wiecie w czasie Artemis III, astronauci wejdą do MK2 (ale takiego nie do końca MK2 bo z prawdziwego będzie miał praktycznie tylko kabinę załogową, systemy podtrzymywania życia i silniki manewrowe, nie będzie głównego silnika) i sprawdza działanie systemów podtrzymywania życia i wiele innych. W przypadku Starship jedyne co dostaną to port do cumowania do którego będą mogli przycumować Orion ale już za tym portem nic nie będzie. W sumie nie wiadomo po co Artemis III w wersji Starship, cumowanie będzie praktycznie takie samo jak do ISS – wielki, „nieruchomy” obiekt do którego trzeba podlecieć i się doczepić. W przypadku MK2 sprawa jest bardziej skomplikowana bo MK2 nie waży więcej niż Orion z modułem serwisowym więc cumowanie będzie dużo trudniejsze.
Cóż, patrząc okiem laika to SpaceX jest tak zajęty doprowadzeniem do działania Starship że nie ma czasu na zajmowanie się lądowaniem na Księżycu. I w sumie to ich trochę rozumiem bo wygląda na to że mają wielki problem z Raptorem V3 i cały plan lotu na Księżyc im się znacząco komplikuje. Jednocześnie Blue Origin działa odwrotnie – w końcu zamiast skąpić zaczęli działać tak jak SpaceX i budują dużo żelastwa ryzykując że część będzie musiała pójść na złom w momencie gdy zmieni się coś. Albo są tak pewni tego że mają rozwiązane wszelkie problemy że nie boją się rozpocząć masowej produkcji.
Mam poważne przypuszczenia że Artemis IV będzie z MK2 a nie Starship. I że to Bezos uratuje honor USA i pozwoli nam wylądować na Księżycu albo przed albo zaraz po Chińczykach. A Starship zaliczy następne opóźnienia i tak naprawdę operacyjny stanie się za rok albo więcej – jak już się pojawi Raptor V4 i udźwig rakiety będzie taki jak planowano.
P.S. nie wiem czy pamiętacie ale w przypadku programu lotów załogowych podobie to wyglądało – SpaceX wybuchł Dragon a Boeing informował o zaliczaniu kolejnych kroków milowych (i zgarniał kasę z NASA) i wydawało się że SpaceX albo nigdy nie zbuduje kapsuły załogowej albo będzie o wiele lat opóźniony w stosunku do Boeinga. Pierwszym „sprawdzam” dla BO będzie następny lot New Glenn. Jak polecą w styczniu to zacznę bardziej wierzyć w ich obietnicę.