Jared poinformował dziś o dużej zmianie kursu NASA. Zamiast budować stację orbitalną latającą na „dziwnej” orbicie Księżyca, będziemy budowali bazę księżycową. To pewnie bardzo wkurzy ESA, która zainwestowała sporo (z raczej ograniczonych) funduszy w prace nad europejską częścią Lunar Gateway i teraz się okaże że to były pieniądze utopione w księżycowe błoto.
Wkurzony także jest Boeing, bo wyraźnie SLS się zakończy na locie #5. Potem firmy prywatne mają konkurować o to kto dostarcza astronautów na odpowiednią orbitę żeby mogli się przesiąść do lądownika. Jako że SpaceX planuje takie przesiadki na LEO, to można spokojnie założyć że będzie on wygrywał jeden za drugim te kontrakty i dostarczał załogi najpierw Dragonem a docelowo Starshipem. W przypadku Blue Origin nie jest jeszcze jasne na jakiej orbicie będą się przesiadali astronauci, więc nie wiadomo czy przez jakiś czas Orion i SLS jednak nie będą miały zajęcia. Szczególnie że NASA zdecydowanie chce zmodyfikować SLS i dać mu Centaura 5 – bez tego nie ma misji Artemis V (Artemis IV pewnie będzie możliwa bo SpaceX wręcz prosi o cumowanie Oriona na LEO).
Lockheed Martin też jest pewnie wkurzony, ale firma ma nadzieję że uda jej się zintegrować Orion z jakąś inną rakietą (Vulcan? New Glenn) i zaoferować trochę dodatkowych lotów nawet jak już SLS nie będzie latał.
Cały, wspaniały plan budowy księżycowej stacji składa się z trzech etapów:
Etap pierwszy czyli zbadanie Księżyca. Okazuje się że nadal za mało wiemy o warunkach na naszym satelicie więc od przyszłego roku ma zostać tam wysłanych conajmniej 25 misji. Mają one wysłać kilka łazików (w tym VIPER), jakieś śmieszne księżycowe skoczki (korzystające z silniczków rakietowych do wykonywania kilkudziesięciometrowych skoków po Księżycu) co pozwoli na „odwiedzenie” znacznie większej powierzchni księżyca, oczywiście lądowników, flotylli satelitów komunikacyjnych oraz prototypowego nuklearnego źródła zasilania (ale opartego o radioizotopy a nie reaktor).
Etap drugi czyli moduły do życia na Księżycu, księżycowy minivan (Toyota!) w którym astronauci będą mogli wygodnie zwiedzać naszego satelitę bez konieczności częstych powrotów do lądownika / bazy. Ciekawostką jest kontrakt na dostarczanie ładunków na Księżyc który będzie wymagał by lądownik był w stanie dowieźć 5 ton (obecnie 1-2 ton). To praktycznie eliminuje z konkurencji Vulcan czy F9 – tylko rakiety klasy New Glenn czy Starship będą w stanie obsłużyć takie misje.
Etap trzeci to permanentna baza na księżycu. Tutaj firmy komercyjne będą musiały dostarczyć 8 ton przy każdym lądowaniu. SpaceX i Blue Origin mają tu dostarczyć towarowe wersje swoich lądowników pozwalające na dostarczanie dużych ładunków (po kilkanaście/kilkadziesiąt ton). Baza na Księżycu ma być duża i pozwolić znaczącej liczbie ludzi na życie / pracę.
I teraz najlepsze – druga faza to wg. nasa 2029-2030 a trzecia to tak do 2035. Jared wyraźnie nauczył się robienia harmonogramów od Elona.
No nic, fajnie pomarzyć. Pewnie część z tego się uda osiągnąć, choć raczej nie w terminach jakie Jared zaprezentował. Reszta bardzo zależy od sytuacji polityczno-ekonomicznej w USA. Spodziewam się że od zimy tego roku sytuacja w USA się bardzo skomplikuje i kraj będzie tak zajęty problemami wewnętrznymi że finansowanie lotów na Księżyc stanie się zbyt drogą fanaberią i cały ten wielki plan skończy się może na misji Artemis 3. Nawet w Artemis 4 wątpię. USA jest efektywnie bankrutem i nie obędzie się bez olbrzymich cięć wydatków już niedługo. A pierwsze co idzie pod topór to wydatki na NASA. Dlatego z zachwytem poczytałem o tych planach, ale w ich realizację zupełnie nie wierzę, no chyba że Jared, Elon i Jeff sfinansują to z własnych pieniędzy.