Jeden był dobry

Czyli naprawdę minimalna porażka – jeden z silników BE-3U postanowił produkować znacząco mniejszy ciąg niż powinien. Dopiero w czasie drugiego uruchomienia. Z uwagi na sposób działania silnika podejrzewam że doszło do uszkodzenia którejś z rurek chłodzących i część rozgrzanego wodoru zamiast iść do pompy, wyciekała na zewnątrz. Nawet niewielki wyciek zanim gorący wodór dotrze do pompy może spowodować sporą utratę ciągu. Jedyne czego nie rozumiem – w takim wypadku silnik zużywa bardzo mało paliwa i utleniacza (bo pompa ich nie pompuje bo nie ma zasilania) i teoretycznie powinno było dać się skompensować problem przez wydłużenie czasu działania tego drugiego silnika. Więc albo badziewiaste oprogramowanie które nie umiało się zaadaptować do sytuacji (bardzo to podejrzewam, bo w takich zastosowaniach oprogramowanie jest zwykle niezwykle uproszczone żeby zmniejszyć ryzyko ukrytych błędów), albo awaria jednak spowodowała poważną utratę paliwa i nie było jak wykonać dłuższego uruchomienia.

Nie widzę szans na szybki powrót do lotów. Taka awaria będzie trudna do zidentyfikowania – gdzie konkretnie pękło, dlaczego pękło, dlaczego procedury jakości nie wykryły tego itp. Potem trzeba zreplikować problem. Znaleść sposób na jego eliminację w już wyprodukowanych silnikach. Zweryfikować że modyfikacje zadziałały i problemu nie daje się zreplikować w naprawionych silnikach. To zajmie spokojnie kilka miesięcy. Pamiętajmy że BO robi wszystko systematycznie więc nie można się spodziewać tempa do jakiego przywyczaił nas SpaceX.

Marek Cyzio Opublikowane przez: