Każdy inaczej

Jedną z rzeczy która mnie zadziwiła w czasie inauguracyjnego lotu Vulcana była jego trajektoria. Leciał bardzo długo prawie pionowo w górę i dopiero wysoko dokonał dość zdecydowanego zakrętu do poziomej trajektorii. Dość podobną trajektorię mają loty F9 z powrotem na LZ-1/2/40, choć jest ona od początku bardziej nachylona i daje dość ciekawy łuk. Pozostałe rakiety zwykle powoli zmieniają trajektorię z pionowej na poziomą produkując ładny łuk. Ale jak widać projektanci Ariane 6 zdecydowali się na jeszcze inne rozwiązanie, gdzie rakieta na niewielkiej wysokości dość radykalnie zmienia kierunek lotu.

Zaletą bardziej pionowego lotu jest jak najszybsze wydostanie się z atmosfery = zmniejszenie oporów powietrza w ciągu lotu. Jednak wadą jest dłuższy czas walki z grawitacją (zanim siła odśrodkowa przejmie to zadanie) co oznacza że taka trajektoria jest wyłącznie możliwa gdy drugi stopień ma odpowiednio duży ciąg by dać radę nie tylko rozpędzić rakietę do wymaganej prędkości orbitalnej ale także nie dać jej spaść na Ziemię. Im słabszy drugi stopień w porównaniu do pierwszego, tym bardziej spłaszczona musi być trajektoria rakiety. To zwiększa koszty związane z oporem powietrza i zwiększa także maksymalne siły jakie działają na rakietę w czasie wznoszenia się (bo Max Q następuje w gęstszych warstwach atmosfery). Jak widać nowa Ariane z większymi SRB ma niedopasowany drugi stopień do osiągów pierwszego więc musi korzystać z bardziej płaskiej trajektorii lotu.

Marek Cyzio Opublikowane przez: