ArsTechnica opublikowała artykuł który powstał na podstawie wywiadu z Butch Wilmore. I nagle się dowiedzieliśmy że sytuacja ze Starlinerem była znacznie bardziej poważna niż to NASA oficjalnie mówiła. I że astronauci mieli niezłego stracha że mogą naprawdę utknąć w kosmosie bez opcji przycumowania do ISS i powrotu na Ziemię.
Nie będę całości streszczał ale w czasie podejścia do ISS kapsuła straciła możliwość manewrowania. Zaczęło się od tego że utracono podwójną redundancję, potem pojedynczą redundancję a w końcu brak manewrowania w jednej z płaszczyzn (w tym wypadku w tej „do przodu”).
Restart komputerów sterujących silniczkami tak by zapomniały co silniczki wyprawiały pozwolił na przycumowanie ale sytuacja była na tyle poważna że astronauci od momentu wejścia na ISS wiedzieli że nie wrócą Starlinerem pomimo że NASA oficjalnie tego nie potwierdzała.
Jedyny pozytyw – nie było scenariusza w którym Starliner bezwładnie mógł wpaść na ISS – silniczki do „cofania” działały (bo ich prawie nie używano). Jednak istniało spore ryzyko że w razie braku możliwości przycumowania do ISS kapsuła nie będzie w stanie ustawić się we właściwej pozycji do wykonania manewru hamowania a co za tym idzie lądowania na Ziemi. Jak wiemy silniczki manewrowe wytrzymały i lądowanie się odbyło ale wtedy nikt nie wiedział jaka jest sytuacja i ile pozostało życia tym silnikom. Poza tym Boeing dokonał później zmian w oprogramowaniu by ograniczyć przegrzewanie się silniczków.
Astronauci narzekali także na zimno w kapsule – w środku było tylko około 10C i „w nocy” porządnie zmarzli pomimo założenia wszystkich ciuchów i skafandrów.
Za to pochwały uzyskał Atlas V za dostarczenie ich na idealnie taką orbitę jak trzeba, choć podobno Centaur sprawiał jakieś drobne problemy. Kto wie czy to właśnie nie uratowało życia astronautom – gdyby orbita nie była perfekcyjna to wymagane były by większe korekty = użycie silniczków manewrowych i możliwe że nie dotrwały by do cumowania.
Podsumowując – Boeing miał problemy z silnikami manewrowymi w czasie pierwszej, bezzałogowej misji. Miał też problemy w czasie drugiej, bezzałogowej misji. W obu przypadkach źle zdiagnozowano przyczyny tych problemów i środki zaradcze jakie zaimplementowano nic nie pomogły. Jest nadzieja że tym razem dokładnie wiadomo co było przyczyną i że została ona wyeliminowana i że Starliner będzie już działał jak trzeba. Jednocześnie to że NASA myśli o powtórce i to bez ludzi w środku wskazuje na to że nie ma pewności że znaleziono przyczynę i ją zlikwidowano. Wręcz przeciwnie – wydaje się że NASA ma poważne wątpliwości czy problemy z silniczkami się nie powtórzą i dlatego nie chce ryzykować ludzi w kapsule.
O tym jak to Prezydent Trump osobiście uratował astronautów z ISS przy wydatnej pomocy Elona Muska i pomimo prób poprzedniej administracji zmuszenia astronautów do zamieszkania co najmniej na stałe na ISS będzie w poście który napiszę dokładnie za rok.