To najprawdopodobniej ostatni start rakiety Pegasus XL. Jej istnienie nie ma kompletnie sensu, jest niesamowicie droga z uwagi na olbrzymie koszty stałe które są tak olbrzymie bo jest niesamowicie droga więc nikt nie chce jej używać. Poza NASA której jak wiadomo nie zależy na pieniądzach. Prawdopodobnie Pegasus XL był jedyną rakietą która oferowała wyniesienie satelity na wymaganą orbitę w wymaganym terminie więc pieniądze nie grały roli. Szczególnie że misja jest dość krytyczna – celem jej jest podniesienie orbity obserwatorium astronomicznego Swift. Orbita tego obserwatorium się gwałtownie zmniejsza z uwagi na wysoką aktywność słońca w ciągu ostatnich kilku lat. Jeśli nie wyśle się misji podnoszącej orbitę do jesieni tego roku, to obserwatorium wejdzie w atmosferę i się spali. Oczywiście NASA zdawała sobie z tego sprawę od dłuższego czasu, ale zdecydowała się coś zrobić dopiero w zeszłym roku i znalazła firmę (Katalyst Space Technologies) która w ciągu roku obiecała zaprojektować, wyprodukować i wystrzelić satelitę zdolnego do złapania obserwatorium i popchnięcia go na wyższą orbitę. Satelita kosztuje tylko $30M, ale nie wiadomo ile kosztuje wysłanie go na orbitę Pegasusem (prawdopodobnie w okolicach $50-$60M, możliwe że więcej).
Zakładając że misja się uda, to będzie to pierwsze w historii podniesienie orbity aktywnego satelity, który nigdy nie był zaprojektowany do bycia podnoszonym. To otwiera wiele ciekawych możliwości. Np. przyczepianie się do wrogich satelitów i nieoczekiwane zmiany ich orbity. Czy też podłączenie się do łączy serwisowych takich satelitów i przejęcie nad nimi kontroli. Wojsko będzie pewnie sypało kontraktami jeżeli ta misja się uda.
Ale wracając do Pegasusa – taka informacja dla czytelników którzy nie czytają na tyle długo by pamiętać detale tej rakiety i jej historię. Rakieta jest tak nietypowa jak to tylko da się osiągnąć. Jej historia zaczyna się od MGM-134 Midgetman – małego, międzykontynentalnego pocisku balistycznego który nigdy nie wszedł do użycia, ale dzięki technologiom jakie powstały dał życie SRB które używano w rakietach Delta i Atlas a obecnie w Vulcan a także rakiecie Pegasus.
Rakieta jest nietypowa, bo ma na sztywno zamocowaną dyszę pierwszego stopnia a sterowanie kierunkiem lotu odbywa się za pomocą powierzchni nośnych – tak, rakieta ma skrzydła i statecznik. Żeby było jeszcze dziwniej, nie startuje ona z ziemi, ale zrzucana jest ze specjalnie zmodyfikowanego to tego celu samolotu – L-1011 Tristar który jest obecnie ostatnim latającym egzemplarzem tego samolotu (co jest jednym z powodów dużych kosztów startu – utrzymanie tego samolotu w stanie zdolności do lotu jest kosztowne). Rakieta waży około 23 ton i ma udźwig 450 kg na niską orbitę Ziemi. Biorąc pod uwagę koszt porównywalny z F9 a nieporównanie większy od Electrona czy Firefly Alpha, to jak można sobie wyobrazić zainteresowanie tą rakietą jest praktycznie zerowe i w sumie dziwne że Northrop Grumman ją nadal oferuje.
Dlatego właśnie podejrzewam że może to być ostatni lot tej rakiety – przede wszystkim dlatego że utrzymanie L-1011 jest kosztowne i trudne z uwagi na brak innych latających egzemplarzy i gwałtownie kurczącą się dostępność części zamiennych. Ostatni L-1011 wyprodukowano w 1984 roku a łącznie wyprodukowano ich tylko 250 sztuk.