Najnowsza aplikacja SpaceX do FCC prosi o zgodę na lądowanie boostera na wieży. Tak jak kilkukrotnie pisałem, odzyskanie boostera jest znacznie ważniejsze dla SpaceX, bo produkcja tychże jest dużo bardziej czasochłonna i kosztowna w porównaniu ze Starship. Odzyskany booster można (i trzeba) użyć do następnego lotu (np. tego z KSC).
Odzysk Starship jest w tym momencie dużo bardziej ruchem P.R. niż koniecznością. SpaceX wie że Starshipy w tym momencie praktycznie bezproblemowo przeżywają wejście w atmosferę i że są w stanie wylądować z metrową precyzją w zadanym miejscu. Wie także że odzyskany Starship na pewno nie nadawał by się do powtórnego lotu. Do tego wodowanie S40 i możliwość bardzo metodycznego obejrzenia zarówno osłon termicznych jak i silników w znaczącym stopniu wyeliminowała konieczność złapania Starship. Oczywiście pewnych testów nie udało się wykonać, ale SpaceX zdobył podobno olbrzymią ilość danych o stanie rakiety po wylądowaniu która neguje potrzebę złapania Starship w najbliższym czasie.
Jednak nie ignorujmy potrzeb P.R. – Musk powiedział że będą próbowali łapać, a słowa Muska są święte niezależnie od tego ile mają kosztować firmę (o czym wielokrotnie się przekonaliśmy). Więc istnieje prawdopodobieństwo że albo zrezygnują z łapania boostera, albo spróbują „holy grali” czyli złapanie obu na jednej wieży. To będzie niezwykle trudne, ale kto wie, może dwie godziny wystarczą na posadzenie boostera na mocowaniu obok wieży i odsunięcie go na tyle żeby nie przeszkadzał?
Z plotek wynika że największym problemem w łapaniu Starship jest przekonanie FAA o tym że nie stwarza to zbyt dużego zagrożenia dla ludzi. Starship dopiero raz pomyślnie uruchomił Raptora (edytor mi uparcie poprawia na „rapera”) na orbicie. Do tego po raczej krótkim (20-30 minut) okresie nieważkości. Lot z lądowaniem w Boca Chica wymaga kilkugodzinnej trajektorii. SpaceX nie ma doświadczenia z zachowaniem się akumulatorów podczas tak długiego lotu. Do tego w razie awarii trajektoria przebiega nad znaczącą częścią terenów zamieszkałych. Niekontrolowane wejście w atmosferę Starship mogło by spowodować że resztki spadną na jakieś miasto. Po wybuchach nad Karaibami, FAA jest bardzo zaniepokojone tym co może narobić niekontrolowany upadek tak dużego obiektu zbudowanego z materiałów które bezproblemowo przetrwają wejście w atmosferę i w znaczącej części osiągną powierzchnię Ziemi.
Zobaczymy czy SpaceX uda się przekonać FAA że to już w tym locie można zaryzykować lądowanie, czy dla zapewnienia wystarczającej ilości danych pomiarowych potrzebny będzie dodatkowy lot. Wiemy że na pewno SpaceX chce już w tym locie wysłać na orbitę satelity Starlink, czyli będzie to na 100% lot orbitalny. Zagadką jest więc wyłącznie orbita na jaką poleci Starship i czas pomiędzy osiągnięciem orbity i deorbitacją.
Start oficjalnie planowany jest na koniec sierpnia tego roku ale wszystkie znaki na ziemi wskazują że raczej się opóźni – nadal nie przetestowano ani S41 ani B21. Cóż, w porównaniu z Vulcanem czy New Glenn to nadal niesamowite tempo lotów więc nie ma co narzekać jeżeli będzie to połowa września.
A o tym jak „trudny” jest Starship świadczy ta dość ciekawa infografika:

Pokazuje ona ile tysięcy newtonów siły przypada na metr kwadratowy powierzchni podstawy rakiety. Oczywiście jest to troszkę mylące – np. w SLS 90% całego ciągu przy starcie dają dwa SRB więc licząc w ten sposób to realnie siły działające są porównywalne. Ale i tak pokazuje to jak niesamowitą maszyną jest Starship a w szczególności jego booster. Nie było wcześniej niczego tak potężnego (no może poza Saturn V który ta tabelka specjalnie omija żeby nie robić konkurencji SpaceX) i długo nie będzie…
Edycja – po przeliczeniu wyszło mi że Saturn V miał „tylko” 420 kN/m2 czyli nawet mniej niż SLS.