Chińskie (ambitne) plany

Wczoraj Chińczycy pokazali więcej ze swoich planów księżycowego lądowania przed 2030 są one ambitne, ale jednocześnie wydają się dużo bardziej realne niż te amerykańskie.

Przede wszystkim jest trochę lotów testowych – pierwszy lot nowego statku kosmicznego Mengzhou odbędzie się na ich stację kosmiczną gdzie przejdzie serię testów. Pierwotnie Chiny planowały coś podobnego do Artemis II / Apollo 8 ale w końcu zmieniono plan i misja będzie na LEO.

Lądownik księżycowy Lanyue zostanie wysłany w bezzałogową misję testową podczas której wyląduje na Księżycu i z niego wystartuje.

Zakładając że te dwie misje będą w pełni udane, plan księżycowego lądowania jest relatywnie prosty – startują dwie rakiety, jedna niesie lądownik a druga kapsułę załogową. Ale nadal bez ludzi. Następuje połączenie pojazdów, potem separacja, lądowanie na Księżycu, start z niego, znowu połączenie i następna separacja a na koniec powrót Mengzhou na Ziemię. Wszystko w trybie automatycznym, bez ludzi na pokładzie. Czyli pełna misja ale bez ryzyka że ktoś zginie.

I dopiero jak taka misja się uda, to Chiny wyślą misję załogową. Na Księżycu wyląduje dwóch z trzech członków załogi (trzeci tak jak w Apollo zostanie na orbicie) i pozostaną tam około trzech (ziemskich) dni.

Ale to nie koniec – Chiny mają bardzo bogaty plan zwiększania swojej obecności na Księżycu i budowy permanentnej bazy. Poczynając od łazików księżycowych, poprzez budowę bazy przez połączenie ich kilku w jedną strukturę a skończywszy na permanentnej bazie.

Daleka przyszłość czyli łazik księżycowy z wnętrzem pod ciśnieniem:

Następny krok czyli połączenie lądownika i paru łazików w bazę księżycową:

I jeszcze krok dalej czyli permanentna baza księżycowa plus łazik:

Tak sobie myślę że ten chiński plan wydaje się dużo bardziej bezpieczny – żadnych „dziwnych” orbit Księżyca które można z powierzchni osiągnąć tylko raz na tydzień, żadnego tankowania w kosmosie, tylko dwa starty. Tak, wszystko jest jednorazowe więc misje będą drogie, ale cała architektura jest znacząco prostsza. Do tego jeden, uniwersalny statek kosmiczny do LEO i misji księżycowych – na LEO wozi siedmiu taikonautów i ma zmodyfikowany moduł serwisowy / wnętrze (więcej miejsca przez usunięcie systemów nie potrzebnych do takich misji) a na Księżyc wozi trzy osoby, ale moduł serwisowy ma większy ciąg i znacznie większe zapasy paliwa.

To trochę jakby NASA przeprojektowała Oriona by dało się nim wozić 7 osób na ISS. Tak, wiem, Orion jest do tego za drogi a do tego umie latać tylko na SLS która też jest za droga. Choć raz poleciał na Delta IV Heavy (która była też za droga).

Mam wrażenie że największym problemem amerykańskich planów było od razu postawienie na wielokrotne użycie co powoduje że pierwsze loty są niezwykle drogie a oszczędności pojawiają się dopiero po jakimś czasie. No i architektura tych misji jest bardzo skomplikowana – zarówno SpaceX jak i Blue Origin (choć ta firma wyraźnie wyszła na przeciw wyzwaniu i zaproponowała znacząco prostszą, choć znacznie droższą architekturę lotu Artemis V). Do tego SLS pomimo miliardów w nią utopionych jest raczej nie do końca udaną rakietą – bez EUS ma po prostu za mały udźwig. Tak, ten zmodyfikowany Centaur ma szansę to naprawić, ale ile kasy zmarnowano na EUS praktycznie bez żadnych rezultatów – aż palce się podwijają jak o tym myślę. O silniku J-2X nie wspomnę, bo NASA go rozwijała dobrze wiedząc że do niczego się nie przyda. O kosztach wznowienia produkcji RS-25 też nie wspomnę. Dobrze że mamy obecnie administratora który próbuje jakoś opanować ten bałagan, ale miliardy jakie zmarnowano już nie wrócą.

Marek Cyzio Opublikowane przez: