A miało być tak pięknie. LINK firmy Katalyst miał złapać obserwatorium astronomiczne Swift i wyciągnąć je na wyższą orbitę. Skończyło się na tym że nie są w stanie opanować obracania się pojazdu. Ale dobrze im szło. Zaczęło się od tego że wysiadło zasilanie dwóch z trzech kół zamachowych które powinny kontrolować położenie pojazdu. Z uwagi na tą awarię pojazd zaczął się kręcić z prędkością 9 stopni na sekundę (czyli pełen obrót co 40 sekund). Udało się to najpierw zmniejszyć do 4 stopni na sekundę a następnie do 1.47 stopnia na sekundę. Jednak to była ostatnia optymistyczna wiadomość od firmy. Dziś dowiedzieliśmy się że nie udało się osiągnąć wystarczających możliwości manewrowych by zaryzykować próbę złapania Swift.
W sumie nie do końca rozumiem dlaczego? Czyżby bali się że może nastąpić jakaś eksplozja i stworzenie chmury odłamków? Bo jako że oba pojazdy są skazane na zakończenie życia w atmosferze już niedługo, to co by szkodziło spróbować nawet jeżeli szanse są bliskie zeru? Wyraźnie prawdopodobieństwo stworzenia zamrożenia dla innych satelitów jest na tyle duże że NASA zrezygnowała z nawet tak desperackiej próby ratowania Swift. Inna możliwość to czas – możliwe że po prostu przy obecnych możliwościach zmiany orbity, LYNX nie ma szans na złapanie Swift na orbicie z której jest w stanie go jeszcze uratować – poniżej pewnej wysokości opór powietrza będzie większy niż ciąg silników i łapanie nic nie pomoże.
Nie podano przyczyny więc możemy tylko zgadywać. Szkoda ze ta misja zakończyła się fiaskiem ale w sumie to chyba nikt nie oczekiwał sukcesu. Jedynym sukcesem było sprzedanie bardzo drogiego startu bardzo rzadko używanej rakiety.