Czyli:
- dwa Raptory padły w boosterze. Tak, udało się wodowanie, ale nikt by w takiej sytuacji nie ryzykował lądowania na wieży.
- jeden z Raptorów padł w Starship. Nie będzie wejścia na orbitę które miało być kluczowym elementem tego testu.
Pytanie co dalej? 10 lat od początku prac nad Raptorem i nadal ten silnik nie jest na tyle niezawodny by móc go używać.
Niepokojący jest sposób w jaki rakieta eksplodowała – było to bardzo energetyczne i mogło by wskazywać na rozerwanie którejś z COPV.
Edycja – jednak będą próbowali wejść na orbitę, nawet pomimo uszkodzonego silnika.
I jest na orbicie. Teraz wypuszczenie Starlink i zejście z orbity – ciekawe czy będą próbowali te 9 godzin czy raczej zdeorbitują jak tylko Starlinki się da wywalić za burtę?
Starlinki za burtą, wszystkie 26 przetrwało start.
P.S. Dziś podobno 18 rocznica osiągnięcia orbity przez Falcon 1.
Jednak nie będzie długiego lotu:
Szkoda bo to oznacza że wiele z kluczowych dla przejścia w tryb „operacyjny” eksperymentów nie zostanie wykonanych. Zmniejsza to także szanse na złapanie Starship w czasie następnego lotu, a raczej na zgodę FAA na wykonanie takiego manewru. Może się okazać to co przewidywałem – że pierwsze łapanie będzie po starcie z KSC – wtedy długość lotu jest znacznie mniejsza i nie trzeba mieć dowodów że rakieta wytrzymuje 9 godzin w kosmosie.
Jak nie patrzyć to nie jest to taki sukces o jakim marzyliśmy. Przede wszystkim niezawodność Raptorów nadal jest zdecydowanie poniżej tego co jest wymagane do „operacyjnej” pracy tychże. Jeden padł w czasie działania boostera, drugi przy ponownej próbie uruchomienia podczas boostback burn. Tak jak pisałem, taka podwójna awaria by prawie na pewno uniemożliwiła lądowanie boostera na wieży – lądowanie z jednym uszkodzonym silnikiem jest czymś, co SpaceX przewiduje jako normalną sytuację, ale dwa to trochę za dużo choć jak widać udało się i wypchnąć Styarship na orbitę i wykonać boostback burn i nawet wyhamować do zera przed wodowaniem. Niepokojąca była tylko eksplozja w momencie lądowania, ale spotkanie rozgrzanego do czerwoności boostera z zimną wodą pewnie spowodowało pękniecie czegoś i rakieta wybuchła.
Awaria jednego raptora w Starship też nie jest niczym dobrym, wyraźnie SpaceX nadal nie jest w stanie opanować niezawodności tych silników (albo zatykania się filtrów lodem z CO2, bo w sumie nie wiemy co było przyczyną). Decyzja o szybszej deorbitacji słuszna – nie ma co ryzykować, podejrzewam że może być jakiś mały wyciek paliwa czy też utleniacza po awarii silnika i po prostu na 9 godzin nie starczy. I tak 3 godziny to bardzo długo w porównaniu z poprzednimi lotami więc SpaceX na pewno zbierze sporo danych pomiarowych.
Nie spodziewałem się awarii tych silników. I podejrzewam że znacząco to opóźni lot #15 – trzeba będzie znaleść i w jakiś sposób wyeliminować przyczyny tych awarii jeżeli SpaceX chce odzyskać booster w tym locie. Łapanie Starship w #15 – nie spodziewam się. Choć kto wie, może ilość danych jaką SpaceX dziś zbierze wystarczy im do podjęcia decyzji o takiej próbie – w końcu można zawsze w ostatniej chwili zmienić trajektorię i wodować Starship u wybrzeża Texasu. Zobaczymy co będzie ale na pewno dzisiejsze awarie nie ułatwiają tej decyzji.
No tak, jeszcze musimy poczekać na deorbitację i wodowanie Starship – zobaczymy czy to będzie bezproblemowe. Nadal istnieje ryzyko awarii uniemożliwiającej ściągnięcie Starship z orbity – to było by katastrofalne. No i oczywiście wejście w atmosferę – jak dotąd nie było z tym większych problemów i wydaje się że akurat ten fragment lotu jest dobrze opanowany, ale z werdyktem poczekajmy do momentu kiedy Starship znajdzie się w wodzie koło Hawajów.
Deorbit burn się udał bez żadnych widocznych problemów.
Edycja – wylądował! I chyba perfekcyjne lądowanie, choć niestety wybuchł po upadku do wody, ale to nie było nieoczekiwane.