Udany start rakiety Pallas-1. Ta jest taka bardziej „tradycyjna” – oba stopnie napędzane kerozyną i ciekłym tlenem, siedem silników w pierwszym stopniu i jeden w drugim. Docelowo pierwszy stopień ma być wielokrotnego użycia.
Osiągnięcie orbity w pierwszym locie nowej rakiety jest wielkim sukcesem, niewielu firmom się to udało. Szczególnie że dotychczasowe doświadczenia firma ma wyłącznie z rakietami napędzanymi paliwem stałym (z wyjątkiem ostatniego stopnia napędzanego hydrazyną). Więc tym bardziej to wielki sukces. Chiny gwałtownie doganiają SpaceX – myślę że regularne i częste loty rakiet wielokrotnego użycia z Chin zaczną się już pod koniec przyszłego roku. Najbardziej ekscytująca jest idea łapania w sznurki – zmniejsza to masę pierwszego stopnia i pozwala na większy udźwig bo nie trzeba ciągnąć ze sobą nóg do lądowania. Które do tego potrafią zawieźć i rakieta się wywraca jak się niedawno przekonaliśmy. Ale SpaceX udowodnił że nogi są nie najgorszym pomysłem – przede wszystkim dlatego że platforma do lądowania może być prosta konstrukcyjnie co pozwala na duże tempo lądowań. Wbrew pozorom to poważna zaleta – wystarczy prosta wylewka z betonu (na lądzie) lub relatywnie prosta w konstrukcji barka (na wodzie) i już można lądować. Lądowanie na wieży czy to z pałeczkami czy ze sznurkami wymaga znacznie bardziej skomplikowanej i kosztownej konstrukcji a w wypadku jakiegoś niepowodzenia powoduje poważne perturbacje w planie lotów. Jedynie gdy lądowania stają się tak rutynowe że ryzyko awarii jest bliskie zeru, kosztowne platformy do lądowań mają sens.