Wygląda na to że Elon Musk znalazł rywala w podawaniu nierealnych terminów. Czyli nie znalazłem jeszcze ani jednej opinii osoby która miała by jakieś konkretne doświadczenie z rakietami a która twierdziła by że termin odbudowy LC-36 jest realny. Ars Technica zrobiła wywiady z różnymi ludźmi którzy się na tym znają i wszyscy twierdzą że jak uda się wznowić loty w ciągu 12 miesięcy to będzie to niezwykły sukces. I że raczej trzeba oczekiwać 15-18 miesięcy czyli prawdopodobnie zobaczymy nowy start New Glenn najwcześniej na przełomie 2027-2028. Space News podaje tylko fakty a nie opinie, ale nawet tam przemycono informację że naprawa LC-40 po eksplozji Amos-6 trwała 15 miesięcy a naprawa platformy 0A w Wallops po eksplozji Antares trwała około 12 miesięcy.
Reddit Blue Origin zauważa że czystki jakie dokonano w Blue Origin wcześniej w tym roku w znaczący sposób utrudnia odbudowę platformy – firma pozbyła się praktycznie wszystkich ludzi którzy mieli doświadczenie w budowie platformy (zakładając że jest ona skończona więc są niepotrzebni). Większość poszła do SpaceX i raczej trudno będzie ich zainteresować powrotem.
Poza tym jest wiele pytań jak BO planuje tą pionową integrację. Tak jak wcześniej pisałem mamy trzy opcje oparte na wcześniejszych rozwiązaniach – Starship, Vulcan i Delta IV. Delta IV (czyli olbrzymią, jeżdżącą halę) można od razu odrzucić z uwagi na koszty jej budowy. Starship – pewnie marzenie Blue Origin, ale składanie rakiet „pod chmurką” wymaga rakiet zaprojektowanych do tego a New Glenn był projektowany do składania w raczej bardziej sterylnych warunkach. Blue Origin jeszcze przed eksplozją rozpoczął prace nad halą do pionowej integracji – nazywa się to „project Alpha” i ma być budynkiem o prawie tej samej wysokości co SpaceX’owy GigaBay (350 stóp). Co ciekawe budynek będzie relatywnie daleko od istniejącej platformy co oznaczało by że transporter będzie podobny do tego co obecnie używa SpaceX – czyli dużo kół i poruszanie się po asfalcie zamiast torów kolejowych jak Vulcan. Czyli pewnie rakiety będą składane w tym budynku zamiast w tym wielkim hangarze przy platformie, będą jechały pionowo na platformę, tam dźwig będzie przenosił je na stanowisko startowe. Pewnie dźwig zostanie zintegrowany z naprawioną wieżą startową – coś w stylu platformy SpaceX.
Takie rozwiązanie troszkę by ułatwiło konstrukcję platformy – obecny transporter/erector nie dość że z jednej strony musi mieć szybkozłączki do rakiety to wymaga także złącze do przyczepienia do platformy. Pozbywając się T/E, cała konstrukcja staje się trochę prostsza. Można wykorzystać obecną wieżę do dostarczania wszystkiego co potrzebne do drugiego stopnia (oczywiście wymaga to sporych modyfikacji wieży). Nie trzeba się martwić połową złączek, ich uszczelnianiem i trwałością w czasie startu. Na pewno jest to łatwiejsze w budowie rozwiązanie, choć jak SpaceX udowodnił daje się zrobić T/E który jest niesamowicie niezawodny i nie wymaga praktycznie żadnych napraw pomiędzy startami.
Plan wydaje się ciekawy, ale nie widzę żadnych szans na realizację go w ciągu 6-7 miesięcy. Dlatego nurtuje mnie coś innego – Limp powiedział że w międzyczasie ledą produkowali pierwsze i drugie stopnie w tym samym tempie. Zakładając 15 miesięcy do następnego startu, to pewnie uda im się wyprodukować jakieś 30-40 drugich stopni i 7-8 pierwszych. Gdzie oni to wszystko będą w stanie przechować? Ile będzie zamrożonego kapitału? Ile potencjalnych problemów z modyfikacją tego po każdej zmianie jaka wyniknie z wyników poprzednich lotów? Jednocześnie nie mogą wstrzymać produkcji bo potem wznowienie jej będzie trudne.
W każdym razie moja predykcja to następny lot w lecie 2027, potem długa przerwa bo okaże się że platforma wymaga modyfikacji / napraw i może jeszcze jeden lot pod koniec 2027. A większe tempo lotów dopiero w 2028 roku.