Pamiętacie jeszcze eksplozję Antares? Do dziś nie wyjaśniono przyczyny, choć chodziły słuchy ze była nią zapomniana torebka osuszacza powietrza w zbiorniku. Ale równie dobrze mógł być to błąd wykonania silnika lub mikropęknięcia po tym jak silnik stał w nie do końca idealnych warunkach przez 40 lat. To był jeden z tych wypadków gdzie przetestowana już rakieta eksploduje na platformie. Oczywiście straty były znacznie mniejsze ale konsekwencje podobne.
I tak się zastanawiam czy właśnie nie mieliśmy powtórki – czy jakiś prosty błąd człowieka nie załatwił tego środkowego silnika BE-4 i nie spowodował największej w historii USA eksplozji rakiety. Chodziły plotki że poprzedni lot i awaria drugiego stopnia mogła być wywołana przez błąd ludzki. Tempo w jakim zakończono śledztwo i próbowano powrócić do lotów wydaje się to potwierdzać a oświadczenie FAA o zakończeniu śledztwa jest zbyt ogólne by coś wywnioskować.
SpaceX nauczył się bardzo boleśnie że pośpiech przy budowie rakiet jest bardzo kosztowny; Blue Origin próbował ostatnio naśladować SpaceX i przyspieszyć tempo lotów. Nawet ULA uległa temu trendowi i wyraźnie nie wystarczająco przeanalizowała powody odpadających dysz (ale oni mieli niesamowite szczęście bo mogli zakończyć podobnie jak BO).