Jak donosi ArsTechnica SpaceX odmówił NASA zakupu lotów załogowego (i pewnie także towarowego) Dragona po 2029. O ile towarowy Dragon tylko trochę komplikuje sytuację agencji, o tyle brak załogowego Dragona to poważny kryzys.
NASA planuje w związku z tym dość radykalny ruch – po pierwsze zakup dwóch dodatkowych lotów Starlinera – kapsuły która nadal nie jest certyfikowana. A po drugie zapłacenie Boeingowi sporo kasy – za dodatkowy lot (ten towarowy który tak na prawdę będzie certyfikacyjnym), pewnie trochę kasy na naprawienie problemu silniczków manewrowych plus kasę za certyfikację nowej rakiety.
I właśnie ta nowa rakieta mnie najbardziej ciekawi. Są tylko dwie opcje – Vulcan i New Glenn. Rozsądnym wyborem byłby Vulcan – od początku był zaprojektowany tak by dało się go certyfikować, ULA ma doświadczenie w certyfikacji, Boeing jest w 50% właścicielem ULA a platforma ma ramię załogowe (które wymagało by relokacji bo wysokość Vulcana jest inna niż Atlas V). Ale ArsTechnica twierdzi że poważnym kandydatem jest New Glenn. Bo Blue Origin sekretnie pracuje nad własną kapsułą załogową i będzie tak czy siak musiał certyfikować New Glenn do lotów załogowych a to oznacza że może zaoferować znacząco niższą cenę niż ULA. Do tego Blue Glenn mógłby jednocześnie wysyłać Starlinera i np. Cygnusa i w jednym locie załatwić oba problemy. Tzn – nie wiadomo czy tak się da bo jedno wymaga osłon ładunku a drugie nie więc nie wiem jakby to miało razem działać.
Podejrzewam że jednak Vulcan dostanie certyfikację na loty załogowe, Starliner zostanie zaadoptowany do latania na tej rakiecie (wcale to nie jest trywialne) a Blue Origin zbuduje własną kapsułę załogową która wcześniej czy później zacznie konkurować ze Starlinerem o loty prywatne. ULA z załogową kapsułą której loty można sprzedawać jest znacznie więcej warta niż ULA bez niej a to dla Boeinga ważne.