W końcu był start i lądowanie o rozsądnej porze, przy bezchmurnym niebie, w dzień wolny od pracy i w weekend w który nie zajmuję się wnukami. Jakbym nie zrobił zdjęcia to byłby wstyd. Więc powyżej efekty mojej radosnej twórczości. Nie składam zdjęcia startu i lądowania w jedno, bo linie zachodzą na siebie – lądowania na LZ-40 powodują że lepiej robić dwa osobne zdjęcia.

