NASA ponownie zastanawia się nad podniesieniem orbity / remontem teleskopu Hubble. Nie wiem czy pamiętacie ale oryginalnie to Jared Isaacman chciał za własne pieniądze sfinansować taką misję ale NASA bała się że załogowy Dragon nie pozwala na EVA. I wtedy Jared wysłał się na lot Polaris Dawn którego jednym z celów było pokazanie że EVA z Dragona jest możliwe.
Jak widać w tym momencie nie ma żadnych przeszkód by taką misję zaplanować. Ale okazuje się że niestety są przeszkody – NASA chciała by tą misję wykonać w 2032 roku. A do tego czasu SpaceX planuje wycofać z użycia F9, FH i Dragony.
I wracamy do punktu startowego – Starliner? Nie wiadomo czy EVA jest możliwe. Orion? Za drogi i ten sam problem. Misja bezzałogowa? Czy roboty nie uszkodzą teleskopu? Czy będą w stanie wykonać czynności serwisowe które są wymagane?
Niech już w końcu Musk obieca że zrobi załogowego Starship bo wszyscy czekamy w wielkiej niepewności na to co będzie. W końcu księżycowy Starship musi mieć systemy podtrzymywania życia i jedyne co tak naprawdę jest potrzebne to dopilnowanie by astronauci się nie spocili za bardzo podczas powrotu na Ziemię. Zakładam że przy planowanej częstotliwości lotów Starship, uda się udowodnić że lądowania są bezpieczne i że ryzyko jest mniejsze niż to 1/220 czy ile tam NASA wymaga. W sumie obecnie lądowania pierwszego stopnia F9 są pewnie bezpieczniejsze niż spadochrony Dragona. F9 wylądował 657 razy – obecnie mamy 112 udanych lądowań pod rząd. Dla porównania Dragon wylądował 57 razy. Podejrzewam że ze Starship będzie podobnie – na początku co jakiś czas SpaceX będzie tracił drugi stopień ale po jakimś czasie lądowania będą tak rutynowe że nikogo nie będzie to już dziwić. I wtedy będzie czas na wprowadzenie załogowej wersji. Zakładając że będzie się to opłacać, bo w końcu SpaceX jest obecnie notowany na giełdzie i nie może sobie fundować jakichś nie opłacalnych projektów.