ViaSat poinformowało że 81% ich klientów przeniosło się do Starlink. Firma podobnie jak Hughes oferuje internet satelitarny z satelity geostacjonarnego. W listopadzie zeszłego roku udało im się wystrzelić nowego satelitę który w najbliższym czasie pozwoli na zwiększenie przepustowości do 100 Mbps na klienta. Jednak nadal opóźnienia będą rzędu setek ms z uwagi na konieczność czterokrotnego pokonania odległości 36 tys. km jaka dzieli Ziemię i satelitę na geostacjonarnej. Niestety prędkość światła jest nie do przeskoczenia. W sumie to można by trochę to przyspieszyć gdyby satelita umiał cache’ować dane i przewidywać co następne kliknie klient.
Przez pewien czas firmy oferowały hybrydowe rozwiązania gdzie łączono DSL z internetem satelitarnym co w znaczący sposób zmniejszało opóźnienia, ale wymagało przewodów telefonicznych w domu poza anteną. Chyba już się tego nie oferuje i całą łączność idzie przez satelitę.
Sukces Starlink jest wyłącznie możliwy dzięki temu że SpaceX znacząco zmniejszył koszt i (przede wszystkim) dostępność wynoszenia dużych ładunków na orbitę. Kilkanaście lat temu idea konstelacji składającej się z kilkuset satelitów była możliwa tylko w bajkach. Zbudowanie konstelacji GPS która ma 31 satelitów trwało wiele lat i kosztowało miliardy. Dlatego dziwi mnie to że ViaSat widząc co się dzieje nadal zamówiła i wystrzeliła ViaSat-3 F2 (i F3 w kwietniu tego roku!). Jak oni mają zamiar na tym zarobić? Jedyna nadzieja w klientach dla których opóźnienia nie są ważne a ważniejsza jest cena za Mb (zakładając że są w stanie w tym konkurować z Starlink).